peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
04 czerwca 2016

Sarenka Audrey

„Audrey w domu” mogłaby opowiadać tylko o szczęśliwym życiu Hepburn w jej szwajcarskiej rezydencji La Paisible (fr. Miejsce Spokoju). Jednak Luca Dotti, jej drugi syn, przedstawia życie swojej matki toczące się z dala od pięknych sukni, przystojnych aktorów i niezapomnianych ról.

Luca Dotti, Audrey w domu, Wyd. Literackie 2016

Spod czarnego kapelusza Holly Golightly spogląda na nas dziewczyna, która podczas II Wojny Światowej głodowała i cierpiała na różne związane z tym dolegliwości. Żeby nie myśleć o głodzie, całe dnie spędzała czytając, a że nie miała siły chodzić – leżała w łóżku.

Audrey Hepburn nie była Amerykanką. Urodziła się w Belgii, a wychowała w Holandii i Anglii. Posługiwała się co najmniej czterema językami – ze swoim drugim mężem Andreą Dottim rozmawiała mieszanką włoskiego i francuskiego, z przyjacielem Robertem po holendersku, a z większością znajomych po angielsku. I taka też była jej kuchnia. „Audrey w domu” zawiera najróżniejsze receptury, które aktorka często sama ulepszała – np. do sałatki caprese dodawała awokado. Miała kilka najbliższych przyjaciółek, z którymi wymieniała się przepisami, np. „penne a la vodka” zawdzięcza mieszkającej w Beverly Hills Connie.  Do sosu pomidorowego dodajemy pół szklanki wódki i gotujemy całość przez 15 minut, dzięki czemu alkohol wyparowuje, ale pozostaje jego lekki posmak. 

Audrey Hepburn poznajemy jako Mamę. Po narodzinach Luki aktorka wycofała się ze świata kamer w cień owocowych drzew i półek wypełnionych oliwą i makaronem. Luca pisze o Audrey z perspektywy dziecka. Nie zauważa jej sławy, niezwykłego piękna, wdzięku itd. Jest to dla niego znana-nieznana osoba – ma ogólne cechy charakteru, łączy ich miłość i przywiązanie, ale nie widzi w niej tego, co reszta świata. Dotti nie mydli nam oczu ckliwymi opowieściami czy patetycznymi anegdotami, które budowałyby znany już ze „Śniadania u Tiffany’ego” lub „Rzymskich wakacji” wizerunek gwiazdy. Audrey-mama przyrządzała dziwnie brzmiące potrawy, np. „ossobuco z Ave Maria allo zafferano” czy przepyszną „mozzarella in carozza”. Jak pisze autor – delikatna mozzarella najpierw ciągnie się na widelcu, a potem rozpływa w ustach. Zdjęcia pochodzące z prywatnego albumu są potwierdzeniem, że Audrey – mimo dwóch rozwodów, czterech poronień, licznych zdrad – była szczęśliwa. Wtedy, gdy stoi pośród kwiatów w ukochanej La Paisible, czy pozuje trzymając jednego ze swoich psów w ramionach. Wspaniałe jest to, że Hepburn naprawdę lubiła jedzenie i wszystko to, co się z nim wiąże – spotkania z przyjaciółmi, długie rozmowy i oczywiście poznawanie nowych smaków. Kochała ziemię i jej owoce, co widać na obrazie przedstawiającym grządki jej ogrodu, który sama namalowała. Czuła się naprawdę spełniona z naręczem paczek makaronu w swoim szwajcarskim domu, z dwoma synami i partnerem Robertem Woldersem. Oprócz bardziej wyrafinowanych czy klasycznych przepisów, w których spaghetti, tagliatelle czy inne rodzaje włoskiej pasty grały główną rolę, jednym z ważniejszych specjałów Audrey było „Penne z ketchupem”. Zamiast Parmigiano-Reggiano używamy ementalera, a zamiast sosu pomidorowego ketchupu, który dodajemy do dania wedle uznania. Był to wpływ jej licznych wizyt w Stanach Zjednoczonych, swego rodzaju makaronowy fast food. Wychodząc za Andreę Dottiego, Audrey poślubiła też miłość do italskiej kuchni. Oliwa, mozzarella, pomidory, parmezan, no i oczywiście makaron były najważniejszymi przysmakami na jej stole. W kuchni nie zabrakło też słodkości – gruszka w winie z cynamonem, kardamonem i goździkami, czy też ciasta czekoladowego z bitą śmietaną, którego wspaniały smak długo prześladował Lukę, dopóki sam nie nauczył się go przyrządzać.

Poznajemy Audrey Hepburn jako matkę, żonę i ambasadorkę UNICEF-u, ale także jako miłośniczkę zwierząt – cocker spaniela Mowgli, yorka Mr. Famous, jacka russella Tapins i sarenki Pippin (zwanej Ip), z którą aktorka występowała w „Zielonych domostwach”. Mimo fotografii przepisów pisanych często jej ręką, wielu zdjęć, na których pozuje uśmiechnięta lub, rzadziej, z poważną miną, jej osobowość gdzieś ginie, sama Audrey nie ma prawa głosu. Jej obecność jako realnej osoby, a nie odgrywanej w danej chwili postaci, czy nawet matki, żony, gospodyni domowej, jest ledwo zauważalna. Dotti nie pomógł tworzyć legendy o Audrey Hepburn. To raczej historia czyjejś mamy, która lubiła gotować, była też niezwykle piękna i dobra. Więcej dowiemy się o aktorce przez oglądanie starych wywiadów niż z książki jej syna. Może ona nosić tytuł „Audrey w domu”, ale nigdy tak naprawdę nie dowiadujemy się, jaka Audrey w domu była. Sarenka Audrey

Luca Dotti, Luigi Spinola,  Audrey w domu

Tłumaczenie: Dorota Dziewońska

Wydawnictwo Literackie 2016

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także