literatura
MAGAZYN KULTURALNY
24 czerwca 2016

ZŁAMANA POLSKA NIE WIDZI

Justyna Kopińska książką „Polska odwraca oczy” systematycznie obija czytelnika, krzyczy mu bezradnie w twarz i porzuca w poczuciu niesprawiedliwości.

Bohaterów książki Kopińskiej jest wiele i należy oddać każdej opisywanej tragedii chwilę współczucia. Jeśliby jednak szukać zbiorowego, to dla mnie byłyby to wielkie, krzywdzące stereotypy, które właściwie nie pełnią funkcji adaptacyjnej w rzeczywistości, a raczej redukują cierpienie do wyznaczonych ram. Tym sposobem społeczne piętnowanie jest wybiórcze, a uśrednianie bólu prowadzi do krzywdy osób, których głos a częściej wymowne milczenie nie prowadzi do poprawy ich położenia.

Reportaże laureatki Europejskiego Pulitzera można też czytać przez pryzmat uporządkowanego systemu społeczno-prawnego, której zasady umożliwiają narodziny zła. Mroczna strona podwyższania statystyk policyjnych, okrutne kary cielesne na wychowankach ośrodków dla nieletnich czy fikcyjna resocjalizacja, której to nieskuteczność ma drugą stronę medalu – w płockim więzieniu struktury mafijne współtworzą więźniowie i strażnicy. W tym wszystkim wydaje się, że Kopińskiej nie chodzi o wskazywanie luk prawnych, a raczej zwrócenie uwagi na coś dużo bardziej nieuchwytnego. Powodem zaistnienia opisywanych historii jest nieuważność współuczestników tych wydarzeń, ich przymykanie oka, bagatelizowanie krzywdy czy wreszcie fascynacja władzą i siłą. Tym samym Justyna Kopińska wystawia okrutnie bolesną laurkę polskiemu społeczeństwu, gdzie odwracanie oczu stało się sposobem na komfortowe życie.

„Polska odwraca oczy” to przede wszystkim subtelny manifest, prośba o namysł nad codziennością, którą często tak skrzętnie ograniczamy do przemierzanych płyt chodnikowych. Jak pokazuje Kopińska togi sędziowskiej nie nosi się nieustannie, prawna wrażliwość na krzywdę jest taka, jaka jej społeczna klasyfikacja.

Przykłady usprawiedliwiania zbrodni przy pomocy wielkich stereotypów.

Kobieta zgwałcona przez znajomego na wyjeździe szkoleniowym z zakładu pracy: „Funkcjonariuszka pytała, czy na pewno tego nie chciałam. Sugerowała, że zmyślam, bo ona krzyczałaby głośniej i pobiłaby gwałciciela”. „Po co założyła pani spódnicę?”. Anna, żona Mariusza Trynkiewicza, zgwałcona w młodości: „Ten gwałt to tylko moja wina”. O ofiarach męża mówi: „To była ich decyzja, że nie żyją”. „Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię, to nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. Przecież jak kobieta biegnie po lesie kabackim w legginsach lub czeka na autobus nocny pod wpływem alkoholu, to sama prosi się o gwałt”. Szefowa Prokuratury Rejonowej w Elblągu: „Musimy też brać pod uwagę, że zachowanie mężczyzn po alkoholu nie jest w pełni świadome”.

O krzywdę proszą się też dzieci w zamkniętych ośrodkach. Dyrektorka Ośrodka Sióstr Boromeuszek w Zabrzu, siostra Bernadetta jedynie przejęła system kar zapoczątkowany przed poprzedniczkę. „Chyba chciała być widziana jako święta. Musiała sobie z tym wszystkim radzić, a przecież nie można kontrolować kilkudziesięciu dzieci w tak różnym wieku inaczej niż przez zrobienie z nich niewolników". Wycieńczające prace, przyzwolenie na gwałty, pobicia. „To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”. „To grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne”.

„Opowiem ci o sierocińcu, o siostrach, które przyszły do nas z piekła, o próbach samobójczych i przywiązywania do słupa”. 

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także