literatura
MAGAZYN KULTURALNY
25 listopada 2016

WIETNAM ZACZYNA SIĘ W CIELE

Michael Herr „Depeszami” sprzeciwia się oficjalnej narracji o wojnie w Wietnamie. Opublikowane po raz pierwszy w 1977 roku arcydzieło wojennego reportażu bezcześci wszystko, co z wojną związane, a zaczyna od żołnierskiego ciała.

Michael Herr, Depesze, Wydawnictwo Karakter 2016

Michael Herr, amerykański korespondent wojenny i pisarz, każe zapomnieć czytelnikowi o wiarygodności jakichkolwiek świadectw wojennych. Sam pisze coś na kształt powidoków z Wietnamu, gdzie przez dwa lata poruszał się w przestrzeni wyobrażonej, i to nie tylko dlatego, że to także przestrzeń opium. Herr nie stwarza iluzji obiektywizmu, a jego silnie obecne „ja” daje do zrozumienia, że wojna to doświadczenie jednostkowe i osadzone w konkretnym miejscu i czasie.

W „Depeszach” Michael Herr uwidacznia istniejące napięcie między wojskowymi, a dziennikarzami, które zgrabnie oddaje zarzut jednego z generałów wobec pracy korespondentów: „Moi marines wygrywają tę wojnę, a wy nam ją przegrywacie w gazetach”. Sam Herr również krytykuje korpus prasowy, w którym byli i tacy, co pisali pod dyktando tychże generałów. Tym samym podtrzymywali oni mit pięknej wojny z honorem i bohaterstwem, a wojnę w Wietnamie wpisywali w ramy kadrów filmowych, które zaszkodziły również samemu autorowi: „To była ta sama, dobrze znana przemoc, tylko w innym medium; jakaś zabawa w dżunglę, ogromne helikoptery i niesamowite efekty specjalne, aktorzy w płóciennych workach na zwłoki, czekając, aż skończy się scena, żeby mogli wstać i rozchodzić mięśnie. Tylko że ta scena trwała i trwała (orientowałeś się po jakimś czasie) – bez żadnych cięć”. W tym wszystkim rodzi się jednak pytanie czy demitologizując obraz wojny w Wietnamie Michael Herr nie stwarza jej nowego mitu?

To, co z pewnością ratuje autora przed budową nowego pomnika, to opisy fizjologicznego doświadczania przestrzeni wojennej. Niejednokrotnie narkotyczne ciało piechociarza podlega rozkładowi czy fragmentaryzacji, a czasem przeciwnie, uświęceniu. Herr nadając podmiotowość ciału składa hołd codziennym utrapieniom uczestników wojny w Wietnamie. Mapę Wietnamu tym samym zaczynają wypełniać zapachy, wilgoć i kakofoniczne dźwięki.

Przychodzi jednak taki moment w opowieści Herra, że „ich” staje się „nasze”, a nieprzyjemne początki w oddziałach marines i wyraźny podział na żołnierzy oraz korespondentów z czasem się zacierają. Michael Herr staje się równocześnie korespondentem wojennym, piechociarzem, niezrównanym komandosem i wreszcie chodzącym strachem. „Depesze” to również kuchnia dziennikarstwa wojennego.

Można się zastanawiać na ile wojna w Wietnamie zmieniła świat, a na ile jest ona wyłącznie doświadczeniem pokoleniowym młodych chłopaków, którzy utracili spokój na rzecz niekończącej się tęsknoty. I choć „Depesze” mają równocześnie charakter uniwersalny i okolicznościowy, to z pewnością czytane dzisiaj mogą dostarczyć nowych narzędzi do postrzegania niektórych współczesnych, którym tęskno do mitycznej wojny. Ale czy taka w ogóle istnieje?

„A dla mnie nie ma już innego manewru, jak tylko napisać parę ostatnich słów i rozrzucić popioły: Wietnam Wietnam Wietnam, każdy z nas tam był” – kończy „Depesze” Michael Herr. Choć przygnębiająca to lektura, to warta każdej uwagi. 

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także