film
MAGAZYN KULTURALNY
28 stycznia 2017

GDZIE TA REWOLUCJA?

Oglądając „Sztukę kochania” Marii Sadowskiej można odnieść wrażenie, że propozycja Wisłockiej zmieniła życie seksualne Polaków. Nie, nie zmieniła. Rewolucją była Michalina Wisłocka, a społeczeństwo patriarchalne zostało w domu.

Sztuka kochania, reż. Maria Sadowska - Nextfilm

Twórcy „Bogów” wzięli się za kolejną biografię w PRL-owskim kostiumie. Michalina Wisłocka okrzyknięta pierwszą damą kobiecej seksualności doczekała się portretu wyreżyserowanego przez Marię Sadowską. Odgrywana przez Magdalenę Boczarską Wisłocka raz ma lat 20, innym razem 50, przez cały film spotyka się ze szklanym sufitem i partyjnym purytanizmem. Przez dwie godziny oglądamy bohaterkę wstępującą, niezłomną i wreszcie triumfującą – „Sztuka kochania” idzie do druku. Sprawnie opowiedziana historia, gdzie, parafrazując Krzysztofa Vargę, nawet Adamczyk się podoba.

Sama Michalina Wisłocka przyznawała, że „Nie ma kobiet oziębłych, są tylko kobiety nierozbuchane”, a równocześnie w sposób krzywdzący potrafiła pisać o ofiarach gwałtu. Dlatego też wznowienie książki Wisłockiej, które poprzedzone jest jedynie krótkim wstępem Zbigniewa Izdebskiego, gdzie seksuolog wspomina o archaiczności myślenia ginegolożki, jest niebezpieczne i pracuje na rzecz kultury maczyzmu. Książka Wisłockiej z perspektywy dekad wydaje się wzmacniać instytucję małżeństwa z silnie wyznaczonymi żeńskimi i męskimi rolami.

Sam film pomija kontrowersyjne poglądy Wisłockiej, a podkreśla te wpisujące się w obecne próby odzyskiwania kobiecego ciała; producenci filmu stoją więc po stronie Czarnego Protestu i ruchów feministycznych z postulatami prawa do aborcji, dostępu do środków antykoncepcyjnych czy dobrej opieki okołoporodowej. W rozmowie z Anetą Kyzioł dla Tygodnika Polityka Maria Sadowska przyznała, że: „Dla mnie feminizm nie oznacza tylko walki o prawa kobiet, ale walkę o równość w ogóle, dla wszystkich, o harmonię. A na tej drodze, jak się okazuje, jeden krok do przodu, dwa do tyłu, ta walka nigdy się nie kończy”. Dlatego „Sztukę kochania” Sadowskiej można obejrzeć dla rozrywki i 16 scen erotycznych, ale można też obejrzeć ku przestrodze. Można, a nawet trzeba. 

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także

header_image

ON

26 lutego 2016