literatura
MAGAZYN KULTURALNY
23 października 2012

Babka i przyjaciele

Chagallowska okładka najnowszej książki Andrzeja Stasiuka obrazuje jej treść. Mimo że kropki stawiane są pewnie, między wierszami dominuje melancholia i poczucie, że odstępy wewnątrz tekstu jeszcze czymś trzeba zapełnić.

„Szczegół, zmysł obserwacji, lekki dystans do przedmiotu, lekka autoironia, lekkość opisu i przyprawione goryczą ciepło” – Andrzej Stasiuk właściwie sam opisał swoją książkę na jej kartach. Jego „Grochów” to zbiór czterech „ni to wspomnień, ni to opowiadań” osnutych wokół umierania, a głębiej zaglądając, także o sposobie rozmawiania z umierającym i pisania o śmierci.

„Piszę o tym, ponieważ pierwszy raz w życiu jest mi dane tak długo, systematycznie i dokładnie oglądać, jak żywa istota zamienia się w niedołeżniejące ciało, a potem na koniec zamieni się w trupa” – to uzasadnienie jest lejtmotywem opowiadań; za każdym razem śmierć kogoś bliskiego zmusza do przyjęcia dziwacznej nienaturalnej postawy, czasem zagadywania umierającej osoby (na śmierć, chciałoby się rzec). O ileż łatwiej by było, pisze Stasiuk, gdyby były między nami babki jak ta jego. Gdy opowiadała, nie dziwiła się niczemu, a „zwyczajność niezwyczajnych zdarzeń przydawała im wiarygodności” – duchy też miały swoje miejsce w ludzkim świecie, co było dla kobiety oczywiste. „Natura jest świątynią, kędy słupy żywe/ Niepojęte nam słowa wymawiają czasem” – pisał Baudelaire. Stasiuk zadaje pytanie – a jeśli zabraknie tych historii, w których zwykłe i niezwykłe się uzupełniają? Kto wtedy dogada się z umierającymi – lekarze? Autor szydzi z obecnych czasów: „dziwna jest ta nasza cywilizacja. Ratuje, chroni, przedłuża nam życie. A jednocześnie czyni nas bezbronnymi wobec śmierci”.

Stasiuka te zdarzenia naprowadzają na inną wątpliwość – czy człowiek jest jeden na całe życie czy może po bergsonowsku „obrasta zdarzeniami”?  Galopada myśli pojawiająca się w opowiadaniu „Grochów” dotyczy porównań między wypadkami z czasów dzieciństwa i młodości a tymi niedawnymi. Przez zestawienie podróży, odwiedzonych miejsc autor się zastanawia „może czas wcale nie płynął. Może zmieniały się tylko okoliczności”. Chciałoby się dodać Miłosza: „I wszystko tutaj trwa, choć nic nie mija”; Stasiuk uważa, że o ile nie znajdziemy różnicy między nami przeszłymi a nami teraz, nie grozi nam żadna zmiana. Dopiero porażeni odkryciem ludzie nie mają pojęcia, co dalej robić. Impulsem do podobnych wniosków jest śmierć przyjaciela. Męski autor doświadcza klęski, gdy przychodzi mu bezsilnie zaakceptować posiadanie jedynie przeszłości, bez możliwości jej modyfikowania.

Książka Stasiuka to subtelny zbiór opowiadań zachęcających do samodzielnego zmierzenia się z umieraniem, poszukiwaniem swojego słownika na tę okoliczność, a nie uciekaniem się do medycznych terminów. I choć czasem autor rzuci naiwne i zbyt stanowcze zdania, dokładność opisu gestu czy zachowania nadrabia usterki stylu.

Andrzej Stasiuk, Grochów

Wydawnictwo Czarne 2012

cena: 31,50 zł

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także