literatura
MAGAZYN KULTURALNY
19 grudnia 2012

Moomin Business i cała reszta

Kiedy się pisze książkę, człowiek robi to dla siebie, opisuje różne strony samego siebie – powiedziała w 1980 roku pewna autorka. Właściwie jej stwierdzenie jest mottem każdego pisarza (przecież tak chętnie opowiada się o faktach, które bez literackiego przetworzenia są częścią fabuły książki), a staje się ono ciekawsze, jeśli dotyczy także autorki powieści dla dzieci.

„Rzygać mi się chciało na te Muminki” – zanotowała w latach pięćdziesiątych Tove Jansson. Wydaje się, że stwierdzenie jest paradoksalne dla mniejszości, bo białe trolle funkcjonują w kulturze w oderwaniu od autora (czy zresztą może być inaczej, kiedy głównym odbiorcą książek są dzieci?). Dotychczasowe zainteresowanie osobą Jansson było dość przedmiotowe, skupiało się na drukowaniu jej książek, negocjowaniu, na czym można zamieścić wizerunek Muminków (były propozycje z miejscem na papierze toaletowym), jednak dopiero biografia napisana przez Boel Westin jest pierwszą próbą upodmiotowienia artystki.

Należy zaznaczyć, że od wczesnych lat dla Tove liczyło się równo malarstwo, grafika i pisanie. Jej rodzice byli artystami, a ojciec nie wyobrażał sobie, by córka nie osiągnęła czegoś wielkiego w świecie sztuki. Czas wojny to tworzenie satyrycznych rysunków o Hitlerze i Stalinie, projektowanie reklam (też pewnego napoju gazowanego), okładek książek, malowanie obrazów – tak dobrych, że krytyka pisze o Jansson per „on”. Odniosła sukces na kilku wystawach zbiorowych prac malarskich, później zaczęły się wystawy indywidualne. Zawsze traktowała twórczość na serio, potwierdzeniem są zapiski traktujące o malarstwie, oparte na renesansowym traktacie Cenniniego. Jej idolem malarskim był Matisse, lubiła także Rubensa. Tytaniczna praca, którą w latach wojny wykonała, była sposobem odreagowania – bardzo ważne hasło w twórczości Jansson – okropności tego czasu. Doświadczenia z frontu były jej znane z bliska, ojciec Tove po 1918 zamknął się w sobie, a ona sama po 1943 czuła się „zredukowana”, uważała, że wojna pozbawia wybitności i powoduje zmniejszenie człowieka. W końcu znalazła sposób, by sobie poradzić ze zmęczeniem wojennym. Były to Muminki.

Książka „Małe trolle i duża powódź” wydana po raz pierwszy w 1945 zaczyna się od poszukiwań Tatusia Muminka, który odszedł z Hatifnatami, w międzyczasie różne stworzenia odnajdują siebie nawzajem – czy nie tak wygląda czas powojenny? Westin proponuje interpretację autobiograficzną Muminków, jednak pojawia się pytanie, dlaczego Jansson wybrała taką formę opowiedzenia o doświadczeniu wojennym (poprzez książkę dla dzieci). Być może jest to chęć zmiany środków wyrazu czy chęć sprawdzenia swoich możliwości. W kontekście pytania „dlaczego w ten sposób?” warto przywołać fragmenty nieprzetłumaczonego na polski eseju Jansson o założeniach i uwarunkowaniach autora literatury dziecięcej, opublikowanym w 1961 roku. Za decyzją Jansson, by pisać dla dzieci, stoją inne motywy – chodzi o „odreagowanie”. Znamienne jest stwierdzenie „autor pisze dla własnej dziecinności – albo na wpół zatraconej, albo takiej, której nie daje się wpasować w dorosłą społeczność. Być może z tego względu przekonujące książki dla dzieci wypełniają symbole, identyfikacja, obsesja na własnym punkcie – tak niewiele mające wspólnego z odbiorami w bardzo młodym wieku”.  Gombrowicz pisał o Dojrzałych, którzy niczym się tak nie brzydzą, jak niedojrzałością i zwalczają ją sarkazmem, ironią, kpiną, „nie dozwolą, by kalał im gniazdo podrzutek ze świata, którego dawno się wyparli”. W krytykach musiało być sporo niedojrzałości, bo wszystkie recenzje pierwszego Muminkowego tomu były przychylne i pełne aprobaty, choć zdarzały się głosy, że w serii pojawia się za dużo wulgarności. Podłużne kształty Hatifnatów i ich swobodne życie zostało usunięte z serii, w niektórych tłumaczeniach Paszczak zamiast „iść się wysikać”, idzie „oglądać gwiazdy”.

Tym samym uzasadnione wydaje się autobiograficzne interpretowanie niektórych postaci czy faktów. Piżmowiec z „Komety nad Doliną Muminków” będzie chłodnym intelektualistą, czytającym Spenglera (widać to na rysunku), przed którym Mama Muminka próbuje uchronić Muminka i Ryjka: „Musimy ich jakoś skłonić, żeby się czymś zajęli. Nie chcą się bawić. O niczym innym nie myślą, tylko o tych jakichś wizjach zagłady, którymi Piżmowiec zawrócił im w głowie”. Topik i Topcia są zakamuflowanymi Jansson i jej ukochaną, Viviką Bandler – ukradziona Buce walizka kryje w sobie Zawartość, czyli miłość, która jest czymś najcenniejszym i trzeba ukrywać. Tatuś Muminka prowadzący pamiętniki staje się alter ego artystki, która przedstawia proces pisania.Moomin Business i cała reszta

Późniejsza twórczość Jansson, malarska , graficzna i pisarska, pozostawała w cieniu Muminków. Wszelkie próby pisania dla dorosłych były traktowane z irytacją lub pobłażliwością, nie jawiła się wówczas jako „znana i kochana Tove Jansson, ale jako ta, która upiera się, żeby pisać literaturę piękną”. Do postrzegania artystki tylko jako „Mamy Muminków” w znacznym stopniu przyczynił się Moomin Business, obejmujący wszelką kulturę materialną związaną z trollami (na szczęście Tove odmówiła odsprzedaży Muminków Waltowi Disneyowi), a także sam charakterystyczny styl rysowania Jansson, rozpoznawalny w ilustracjach do „Alicji w krainie czarów” czy „Hobbicie”.

Boel Westin, Tove Jansson. Mama muminków

Wydawnictwo  Marginesy 2012

cena: 49,90 zł

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12
To jest artykuł z serii Szufladnicy

Zobacz także