literatura
MAGAZYN KULTURALNY
10 lutego 2013

Ważne, że jestem

Tytułowa „Morfina” z najnowszej książki Szczepana Twardocha to jedynie jedno z wielu możliwych uzasadnień zachowań głównego bohatera, Konstantego Willemanna. Postać tę można, oczywiście, opisać jako morfinistę, kobieciarza, bon vivanta (jak proponuje wydawca), ale będzie to najgłupszy z możliwych sposobów opisu, przed którym Konstanty nieświadomie przez całą powieść ucieka.

Szczepan Twardoch, Morfina, Wyd. Literackie 2012

Druga wojna światowa spowodowała wyostrzenie tożsamości narodowej: kiedy jedynym powodem prześladowań czy zabijania ludzi było to, że jest się Żydem czy Polakiem, wówczas świadomość przynależności do narodu wysuwała się jako główny punkt odniesienia. Człowiek naznaczony przez wyższy autorytet etykietą Polaka podporządkowywał się jej (działała jaźń odzwierciedlona). W tym kontekście Konstantego Willemanna wojna naznaczyła podwójnie i tragicznie – jako Polaka i Niemca. Wobec tego wszelkie spory o lewicowość czy prawicowość książki są chybione, jeśli nie uwzględni się perspektywy bohatera i nie będzie się świadomym uniwersalności problemu.

Konstanty, urodzony ze śląskiej mieszczki i pruskiego arystokraty, wybrał przed wojną bycie Polakiem. Właściwie to nie był jego wybór, a decyzja matki, która długo kierowała jego życiem (on sam pewnie nazwałby się jak pewien drukarz niemieckiego pochodzenia „Polakiem wmieszkałym”). W pewnym sensie małżeństwo z córką endeka również nastąpiło z jej inspiracji. Wybory Konstantego to wybory jego chuci – przebywania wśród prostytutek i uwodzenia nie można uznać za jego własną, czystą wolę. Nie pracował stale w żadnym zawodzie (majątek mu na to pozwalał), więc tym trudniej mu było znaleźć dla siebie jakieś określenie. Zresztą, określenie siebie przez pełniony zawód jest pożałowania godne, weźmy nagrobki „Umarłych ze Spoon River” – życie opisane z perspektywy wykonywanej pracy zmusza do zadania sobie pytania „i tylko tyle?”.

Walka Konstantego w dziewiątym pułku ułańskim nie była jego decyzją, to samo można powiedzieć o rozpoczęciu działalności konspiracyjnej, a skoro tak, to zamiast o życiu, można mówić o przemykaniu, jak w motcie książki „And the life slips by like a field mouse/ Not shaking the grass”. Co z tego, że Willemann w Ziemiańskiej przesiaduje z Iwaszkiewiczem czy wymienia z Witkacym uwagi o prostytutkach, skoro to wszystko blef i farsa, która często Konstantego przerasta. Między innymi dlatego sięga po morfinę. Nieuporządkowana tożsamość spotęgowana narkotykiem formalnie doskonale jest oddana rwanymi zdaniami, nawrotami i nieustannymi pytaniami Willemanna o samego siebie. W pytających monologach Konstanty ma świadomość swojej miałkości, nieustannie wymieniane rzeczy, które lubi, mają zastąpić mu jego tożsamość. Z czasem z trudem wypracowana polskość, ta polskość „wmieszkała”, będzie wystawiona na próbę w czasie konspiracji i dodatkowo pogmatwana z fałszywym paszportem.

Choć Willemann prowadzi narrację w pierwszej osobie, w powieści jest dwugłos. Wbrew pozorom kobiecy głos pojawiający się zawsze nagle po przemyśleniach Konstantego nie potęguje chaosu, a jest koniecznym uzupełnieniem powieści. Narratorka nie odstępuje bohatera na krok, jest z nim połączona, Kostek jest początkowo jej własnością. Ona dokładnie wie, jaki koniec czeka wszystkich napotkanych przez Kostka ludzi, ale nie jest w stanie powiedzieć, kim jest sam bohater – jest on dla niej szarą plamą, chaosem. Kim jest, skoro powtarza zdanie: „Cały świat jest zmyślonym, Kosteczku. Jest tak, jak są kręgi na wodzie”? Musi być postacią uniwersalną, skoro wprost (ona czy Konstanty?) powtarza fragment „Ziemi jałowej” Eliota: „Kim jest ten trzeci, który zawsze idzie obok ciebie?

Gdy liczę nas, jesteśmy tylko ty i ja”. Może to jedna z Mojr (bo mówi o siostrach), a może Tanatos, popęd śmierci? Proponuję przyłożyć obie interpretacje i wybrać odpowiednią przy końcówce książki. Willemann nieustannie działa autodestrukcyjnie, nie pozostawiając przy tym po sobie żadnych trwałych śladów, przez to jest jak kręgi na wodzie. Słowami ogrodnika ze Spoon River: „Jakże by więc dusza człowieka mogła być szersza niż życie, które przeżył?”.Ważne, że jestem

„Morfina” to także opis miasta, które utraciło tożsamość  (Konstanty często mówi o „Warszawie zgwałconej”), które po kampanii wrześniowej cofnęło się o dwieście lat. Do tej pory na Mokotowie się mieszkało i piło czekoladę u Wedla, a nagle wymaga się, by toczono tam walki. Zachowania nieoczywiste stały się wymagalne, by przetrwać w nowej rzeczywistości.

Książka Twardocha to wiarygodny opis walki o własną tożsamość – na froncie, w zgwałconym mieście, w czasie misji konspiracyjnej. Detale Warszawy przedwojennej dodają opowieści elegancji, pojawia się tu choćby naprawdę istniejąca postać prowadząca warsztat samochodowy o greckim nazwisku. Warto ją przeczytać, choćby dlatego czy pomimo że dostała Paszport „Polityki”.

Szczepan Twardoch, Morfina

Wydawnictwo Literackie 2012

cena: 44,90 zł

Paszport Polityki 2012

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także