sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
05 marca 2013

TĘSKNOTA ZA MALARSTWEM

„Zapominam o wszystkich problemach i czuję tylko lekki strach, czy jeszcze zdążę zrobić to, co zaplanowałem ? A mam wielkie plany.“ - Tadeusz Baranowski

Tadeusz Baranowski

Louise Bourgeois powiedziała kiedyś: Art is a Guarantee of Sanity (Sztuka jest gwarancją zdrowia psychicznego). Nie można się z nią rozstać, ani na chwilę zapomnieć, gdyż zaraz wraca ze zdwojoną siłą, żądając jeszcze większego poświęcenia.

Tadeusz Baranowski, absolwent Wydziału Grafiki i Malarstwa na warszawskiej ASP, pracowni prof. A. Nacht-Samborskiego i prof. A. Kobzdeja, w wieku 67 lat podjął decyzję o powrocie do malarstwa. Oryginalny artysta, który w latach 70. zdobywał wyróżnienia i nagrody, brał udział w licznych wystawach w Polsce i za granicą, przez ostatnie kilkadziesiąt lat poświęcił się wyłącznie grafice i komiksom. Dziś opowiada nam o tęsknocie za malarstwem i swoich planach na przyszłość.

MAGAZYN: Czy za malarstwem w ogóle można tęsknić?

Tadeusz Baranowski: Można nie tylko tęsknić, ale także mieć poczucie czegoś na kształt wyrzutów sumienia, że się przerwało pracę nad tym, co się zawsze naprawdę kochało.

Jeśli ktoś jest prawdziwym malarzem, to nim pozostaje na zawsze, bez względu na okoliczności, które w danym momencie twórczość wstrzymały.

Ucieczka z Warszawy do domku na Mazurach prawie trzy lata temu wywołała w Panu to uczucie tęsknoty?

Nie. Powrót do malarstwa był właściwie moim bezustannym życiowym priorytetem. Miesiącami, latami, podczas których z różnych osobistych powodów musiałem zajmować się innymi dziedzinami sztuki, myślałem tylko o tym, kiedy wreszcie zacznę.

Pana ojciec był znanym rzeźbiarzem, którego marzeniem było, aby został Pan pianistą. Zwyciężyło malarstwo. Przypadek?

Mój ojciec wiedział, szczególnie w latach sześćdziesiątych, jakim ciężkim kawałkiem chleba jest bycie artystą. Wobec tego, nie znam przyczyn dlaczego wkładał tak wielkie osobiste zaangażowanie w to, abym został pianistą. W końcu też artysta.

Skończyłem więc średnią szkołę muzyczną, równolegle z liceum. I w tym czasie nieźle grałem jazz, szczególnie ragtime. Ale również w tym samym czasie, przygotowywałem się z wielką determinacją do egzaminu na warszawską ASP. Ostatecznie postawiłem na swoim, zdając tam za pierwszym podejściem.

Próbuje Pan wrócić do przeszłości? Nie lepiej byłoby się od niej odciąć i zacząć zupełnie od nowa?

Nie wracam do przeszłości, tylko ją kontynuuję. Urodziłem się malarzem i żadne przerwy nie mają tu znaczenia. Robiąc ilustracje, też korzystałem z doświadczeń malarskich. Tak naprawdę każdy nowy obraz, który maluję to jest zaczynanie czegoś od nowa. Czy to jest obraz piąty, czy pięćdziesiąty. 

Pański debiut przypadł na lata 70. Myśli Pan o tym, co stanie się, gdy teraz wróci Pan do pracy twórczej?

Obserwuję od dawna, to co się w sztuce dzieje. Moi koledzy, z którymi wspólnie wystawiałem obrazy, a którzy konsekwentnie cały czas tworzyli istnieją teraz z powodzeniem na rynku sztuki. Powiem buńczucznie, że nie mam wobec tego co widzę, żadnych kompleksów. Czasem wręcz przeciwnie. Mam własny warsztat twórczy, moje prace są zdecydowanie inne od zwykłych obrazów wykonanych tradycyjnymi metodami. Moje „trójwymiarowe“ przestrzenne obrazy, którymi wyrażam swoje emocje, są zasadniczo czymś zupełnie innym od tego, co robią koledzy artyści.

Przez długi okres czasu zajmował się Pan grafiką, tworzył autorskie szaty graficzne dla wielu pism i rysował kultowe dziś komiksy. Dlaczego podjął Pan decyzję o rozstaniu z grafiką?TĘSKNOTA ZA MALARSTWEM

Taki plan miałem bez przerwy, latami, ale życie przymusza nas czasem do robienia niekoniecznie tego, co byśmy chcieli. Ostatecznie potrzebowałem wielkiej osobistej determinacji, żeby uciąć zdecydowanie kontakt z przeszłością, stawiając wszystko na  „jedną kartę“. Rysując i pisząc tzw. dzisiaj kultowe komiksy, nigdy nie budowałem wokół nich „kapliczek“ i raczej były one dla mnie rodzajem autorskiej zabawy z tekstem i rysunkiem. Jednakże sumienie gryzło mnie cały czas. Ten powrót był nieuchronny, było to tylko kwestia czasu.  Żałuję wielu straconych bezpowrotnie lat, które mogłem poświęcić malarskiej twórczości.

Jakie to uczucie po latach stanąć przed płótnem?

Jest to dla mnie uczucie podniecenia i powrotu niezwykłej przygody.

…zapomina się o wszystkich problemach i może tylko lekki strach, czy jeszcze zdążę zrobić to, co zaplanowałem ? A mam wielkie plany.

Szuka Pan teraz nowych środków wyrazu, korzysta z innych materiałów?

Teraz, gdy jest duży dostęp do różnych nowych materiałów, z których również można tworzyć, opracowałem swoje własne techniki tworzenia. Moje obrazy wyrażają moje emocje. Na płaskich płaszczyznach tworzę przestrzenne formy malarskie, na kształt płaskorzeźb. Niektóre z nich „wychylają się“ w stronę widza nawet na 20 – 30 cm. Te obrazy żyją swoim życiem, gdyż w ciągu dnia w zależności od padającego na nie światła lub kolorowego oświetlenia ich wygląd bezustannie się zmienia.

W Pańskich obrazach często przewijają się uczucia lęku, chaos, niepewność. Czy te uczucia, które tak silnie towarzyszyły Panu kilkadziesiąt lat temu, wciąż są obecne?

Pewność siebie i przekonanie w nieomylności tego, co się robi, jest dla twórcy jego końcem. Nigdy nie będzie się miało pewności, co do wartości dzieła, jeśli nie towarzyszy jego powstawaniu jakiś osobisty ból.  Moim zadaniem jest zapanowanie nad tym chaosem podczas pracy.

Szczególnym zainteresowaniem darzy Pan obrazy wielkoformatowe. Duży obraz lepiej przemawia do odbiorcy?

Bez przesady, ale lepiej się czuję, gdy mam przed sobą większy format. Mogę na nim działać bardziej agresywnie i bardziej agresywnie „atakować widza“. Moje największe obrazy są dwumetrowe, a mniejsze mają jednak też ponad metr. Co nie oznacza, że nie będę malował mniejszych.

Na wiosnę planuje Pan wystawę nowych prac, która będzie jednocześnie inauguracją Pańskiego powrotu do malarstwa. Dlaczego na miejsce powrotu wybrał Pan Warszawę?

Chciałbym w tym roku zrobić profesjonalny wernisaż i właśnie w Warszawie. Mieszkałem prawie całe życie w stolicy i ostatnio planuję (ze względu właśnie na lepszy kontakt ze środowiskiem twórczym), do niej powrót.  Wiele zależy od tego, czy znajdzie się profesjonalna galeria, która poczuje się prawdziwym marchandem, „czująca sztukę“, a nie tylko galerią nią handlującą. Poczyniłem już pierwsze starania w tym kierunku. Czekam na reakcję. Niebawem też zostanie uruchomiona strona internetowa z moimi obrazami. Rynek jest trudny, ale mam nadzieję, że ludzie ze sztuki żyjący powinni być zainteresowani poszukiwaniem nowych zjawisk w sztuce współczesnej.

Zamierza Pan zaskoczyć odbiorców czymś nowym?

Mam nadzieję, że moje prace same udzielą odpowiedzi na to pytanie.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także