literatura
MAGAZYN KULTURALNY
22 kwietnia 2013

Temat rzeka

Plotkarska ciekawość zyskała literackie ujście w formie wywiadu-rzeki. Rozmowy Czesława Miłosza z Aleksandrem Fiutem, Stanisława Beresia z Tadeuszem Konwickim i Stanisławem Lemem czy niedawno opublikowany pierwszy tom wywiadu Marii Janion z Kazimierą Szczuką wydają się niedoścignionymi wzorami dla wielu wydawanych obecnie gazetowych książek z dialogami.

Wszystko jest lekko dziwne, Wielka Litera 2012

Wywiad-rzeka stwarza czytelnikowi nadzieję, że jego wątpliwości co do osoby, z która przeprowadzany jest wywiad znikną; pewne nieścisłości w twórczości albo działalności zostaną ukontekstowione czy też, ogólnie mówiąc, koncepcje opowiadającego zostaną przystępniej zaprezentowane. Istnieje też spora szansa poznania społecznych i politycznych poglądów pisarzy czy artystów. Ta sucha definicja słownikowa każe podać w wątpliwość współcześnie wydawane masowo książki, które są reklamowane jako wywiady-rzeki. W istocie są one zwykle przedłużonymi wywiadami prasowymi, w których kwestie zasadnicze i najistotniejsze ustępują często sympatiom personalnym czy erudycyjnym przepisom kucharskim.  Zadziwiające, jak wiele tekstów wydawanych obecnie aspiruje ledwie do tego, żeby stać się kolejną książką prezentową.

Wywiady-rzeki nierzadko przypominają treścią dialogi w „Łysej śpiewaczce” Eugena Ionesco; warto przybliżyć je choćby fragmentem (porównania najjaskrawiej uświadamiają podobieństwa):

 – Jestem służącą. Spędziłam bardzo miłe popołudnie. Byłam z mężczyzną w kinie i widziałam tam film z kobietami. Wyszliśmy z kina i poszliśmy pić wódkę i mleko. A potem czytaliśmy gazetę.

– Spodziewałam się, że spędziłaś bardzo miłe popołudnie, że poszłaś do kina z mężczyzną i piliście wódkę i mleko.

 Można jeszcze dopowiedzieć, że Ionesco, pisząc dramaty, inspirował się rozmówkami  w podręcznikach do nauki języków obcych, które nie są nawet pogawędkami. Degradację gatunku (czy może, według oświeceniowych optymistów, poszerzenie publiczności gatunku) wskazuje tytuł jednego z internetowych nagłówków: „Wywiad-rzeka z Gołotą”.

Jak wygląda ten gatunek, gdy rozmówcą jest „brązownik”? „Wszystko jest lekko dziwne” to wywiad-rzeka Jerzego Radziwiłowicza z dziennikarzem Łukaszem Maciejewskim. Książka była reklamowana jako pierwsze otwarte wyznanie aktora, zasadniczo kryjącego się ze swoim życiem prywatnym.  Jednak faktyczna treść rozmowy budzi zastrzeżenia, co do tych zachęt – przypomina kawiarnianą dyskusję, owszem erudycyjną, ale nawet nie dowcipną i nie odkrywczą czy postulującą o konieczność przeinterpretowania postaci Radziwiłowicza. Owszem, można poznać preferencje polityczne aktora, znaleźć związki łączące go z Grochowem czy dowiedzieć się, w jakim towarzystwie Radziwiłowicz lubi przebywać. Jednak po odłożeniu książki (a czyta się ją szybko), nie zostaje niemal nic, co mogłoby utkwić w pamięci na dłużej. Wygląda to na zmarnowaną szansę ciekawszego wywiadu-rzeki, gdyż aktor nie chce wchodzić w szczegóły, przez co rozmowa ślizga się po powierzchni. Dystans wobec rozmówcy i czytelnika został zachowany kosztem interesującego i rozbijającego schematy dialogu.

Niedawno ukazał się inny wywiad-rzeka z Markiem Raczkowskim pod znamiennym tytułem „Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki”. Nieśmieszny okładkowy żart może być podsumowaniem większości współczesnych prób umasowienia (niedawno przecież powstałego) gatunku, czytanego z plotkarskiej ciekawości, którego treść ulatnia się chwilę po przeczytaniu.

Jerzy Radziwiłowicz w rozmowie z Łukaszem Maciejewskim - Wszystko jest lekko dziwne

Wydawnictwo Wielka Litera 2012

cena: 46 zł

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także