literatura
MAGAZYN KULTURALNY
28 kwietnia 2013

Koniec sentymentów

Teksty ze stron Facebooka, tytuły piosenek lat 90. i nazwy słodyczy gonią się tu dziko, z prędkością, z jaką podróżują Darek, Ala i Agnieszka. Debiutancka powieść Darii Porębiak (rocznik 1988) „Koniec świata” to pamiętnik zbudowany na cudzych wspomnienach dyskotek epoki sprzed dwóch dekad, który zaskarbi sobie czytelników sentymentalnych i pozbawionych wyczucia kontekstu historycznego.

Daria Porębiak, Koniec świata, Lampa i Iskra Boża 2012

Chciałoby się powiedzieć, że to powieść o pokoleniu urodzonych w latach 80., ale Porębiak stanowczo się od tego odżegnuje. Dominika Dymińska, debiutująca tekstem Mięso, też uważa swoją prozę za jednostkową wypowiedź. Zastanawiające, że pisarki nie chcą być szufladkowane i życzą sobie traktowanie indywidualne. Można wysunąć wniosek, że to roszczenie do wyjątkowego doświadczenia jest cechą wspólną tego pokolenia. Innym przymiotem jest z całą pewnością brak zrozumienia historycznego i odcięcie się od rzeczywistości gospodarczej i politycznej ubiegłych dekad. Na tle debiutów pisarzy dwudziestolecia międzywojennego, doświadczenie historyczne nie jest wartością dla współczesnych. Nałkowska powieścią Kobiety dawała do zrozumienia, że kobieta nie jest tylko „od garów”, ale potrafi swobodnie myśleć i przewyższa intelektualnie męskich partnerów rozmów. Gojawiczyńska Dziewczętami z Nowolipek poruszała palącą społecznie kwestię wkraczania w dorosłe życie warszawskich uczennic. Czy obecne debiuty są skazane na hermetyczne sentymenty, a budowanie kręgu czytelników na wspólne wspominanie gum Turbo?

Według Porębiak Koniec świata to tekst o pojedynczych leserach, których cechą jest „włóczykijowatość”, a każda ich przygoda „prowadzi donikąd i nie wnosi nic ważnego”. Czy warto w takim razie zajmować się treścią książki, jeśli jej bohaterowie rozbijają się po polskich wsiach i kurortach, i nic z tego nie wynika? Można zadać inne pytanie, związane z wyborem tematu  – jaki wniosek płynie z tego, że młodzi ludzie z melancholią odnoszą się do niedawnej przeszłości?  

Strona na Facebooku „Typowy Seba”, klip do piosenki Mikromusic Takiego chłopaka czy film Yuma – wszystko to jest w klimacie „fajnych” lat, atmosferze dziwnej melancholii za czasami gospodarczej beznadziei. Koniec świata uzupełnia ten zbiór. To nie jest krytyka lat beztroski, postawy biernej i skupionej na własnej osobie, a jej apologia. Każda zapamiętana nazwa słodyczy ma wzbudzić w czytelniku podobnym do Porębiak wiekiem słodki sentyment, okraszony łezką uronioną za śmiesznym disco polo. W przypadku autorki ten sentyment jest jednak trochę podejrzany, bo pamiętnika nie oparła na własnych wspomnieniach, a opowiedzianych jej przez starszych. Przez to gra na planie filmowym teledysku czy wycieczka z tirowcem podobnym do gazownika (przed którym swego czasu ostrzegał „Super Express”), wydają się zdarzeniami fałszywymi, symulowanymi. Zdaje się, że zdarzenia dzieją się zgodnie ze scenariuszami pisanymi przez gazetę „Fakt”, a zostają opisane bez głębszego zrozumienia, powierzchownie. I stąd się bierze kicz tej książki.

Darek pewnego dnia rzuca studia w Warszawie, by jechać autostopem. Znudziła go jego własna nuda, więc wybrał się do przyjaciela lat harcerskich, na wieś. Przy okazji poznaje koleżanki, z którymi jedzie nad morze, nagrywa teledysk disco polo, dużo pije i śpi. Koleżanki w dzieciństwie bawiły się w Spice Girls, teraz naprawdę imprezują na nadmorskich dyskotekach. Na wsiach pojawiają się i inne postaci, takie jak Adek, którego matka zmarła przed telewizorem, ale wyglądają na skonstruowane specjalnie po to, żeby (w założeniu fajnie, a w rzeczywistości protekcjonalnie i stereotypowo) przedstawić nie-miasto. To na wsi i w drodze dzieje się główna część akcji, jednak te miejsca zostały przedstawione tak, jak Porębiak je sobie wyobraża, że mogłyby wyglądać. Jest to nieodkrywcze i niesprawiedliwe wobec rzeczywistych mieszkańców.

Książka pisana jest charakterystycznym stylem, który po Masłowskiej wygląda na obowiązujący dużą grupę debiutantek. Słowa na siebie napadają, zdania są nieskładne, co oczywiście można wytłumaczyć brakiem spójności tożsamości w narratorach (którym są Darek i Ada). Można też powiedzieć, że po Masłowskiej uprzywilejowane stało się pisanie kompulsywne, tak jak swego czasu w polskiej poezji dominowały wiersze z „biegunką enterów”. Higieny czytania nie poprawiają literówki, których na kartach książki można znaleźć irytująco dużo.Koniec sentymentów

Tytuł Koniec świata miał odnosić się do obaw związanych z końcem 1999 roku i nastaniem nowego milenium, kiedy to komputery przestaną działać, bo nie poradzą sobie z przestawieniem czasu. Słaba ironia tych obaw zapowiadających nadejście końca świata sprawia, że cała książka stoi na bardzo kruchych podstawach. Potraktowanie czasu dyskotek (lat 90.) na zewnątrz ze śmiechem, w środku zaś z sentymentem, i skupienie się wyłącznie na charakterystycznych produktach, które wtedy można było kupić w sklepach, sprawia, że książka staje się nastoletnim pamiętnikiem. Pisanie o tych czasach z perspektywy lat tym bardziej domaga się historycznych rysów. Portret leserów sam w sobie jest nieciekawy, bo jak ciekawie opowiedzieć historię o nudzie?

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także