literatura
MAGAZYN KULTURALNY
02 maja 2013

Polki i ich lisy

Justyna Bargielska – bardzo ważna pieśń a małe problemy – sprawdzian dla streszczenia w leadzie – Magda i Agnieszka, które są bohaterkami – przyjemności płynące z czytania stustronicowej lektury.

Justyna Bargielska, "Małe lisy", Wydawnictwo Czarne 2013 - fragment okładki

Bargielska debiutowała jako poetka i ta profesja przyniosła jej uznanie w postaci choćby Nagrody Literackiej Gdynia 2010 za zbiór Dwa fiaty. Agnieszka Wolny-Hamkało zwróciła wówczas uwagę na niejednoznaczność nastroju wierszy Bargielskiej, która polega na zapowiadaniu katastrofy kulminującej się w codziennym życiu kobiety, oczywiście przy zachowaniu inteligentnego dystansu. Następny osiemdziesięciosiedmiostronicowy tomik, Obsoletki, był łamaną prozą o martwych dzieciach (tytuł pochodzi wszakże od medycznego terminu gravid obsoleta). Język poetycki został przeniesiony na opowiadania, które w 2011 roku ponownie otrzymały Nagrodę Literacką Gdynia. Niedawno Wydawnictwo Czarne wydało kolejny, długo zapowiadany tomik prozy Bargielskiej – Małe lisy, także wskazujące na poetyckie inklinacje pisarki.

Jak można się przekonać, tytuł u Bargielskiej nie jest bez znaczenia. Skąd więc Małe lisy? Pisarka odsyła wprost do biblijnej Pieśni nad pieśniami:

Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice, bo w kwieciu są winnice nasze. (Pnp 2, 15)

Czyli to zwykłe małe problemy, które uniemożliwiają nieograniczone i niezmącone używanie życia. Zauważenie ich w dużym stopniu zależy od wrażliwości człowieka, przewagi podejścia emocjonalnego nad intelektualnym. To dlatego zebranie małych kłopotów realnie istniejących dla rozemocjonowanej i nadwrażliwej jednostki, a potem glajchszaltowanie ich powoduje surrealistyczny efekt. Bargielska tytułuje swoje rozdziały krótkimi streszczeniami czy charakterystykami sytuacji, które po połączeniu stanowią potok niezrozumiałych słów, jak w wierszach Apollinaire’a. Francuz (po trepanacji czaszki) wielowątkowość rzeczywistości łączył w jeden wątek wiersza, swobodnie myślami skacząc od płynięcia Renem do niedźwiedzia, psa i małpy prowadzonych przez Cyganów. Trzeba się zgodzić na te napływy sytuacji, tak charakterystyczne dla poezji, i dać się wciągnąć skojarzeniom języka.

W Małych lisach pojawiają się dwie kobiety, Agnieszka i Magda, których kłopoty są codziennymi katastrofami na ich miarę. Jedna bez dziecka i chłopaka, druga z dwójką i mężem, obie z małymi lisami. Jedna straciła ważną osobę i marnuje siły na basenie, druga ma romans z nożownikiem z lasu. Wyróżnianie ich specyficznych cech nie jest aż takie konieczne, kiedy zauważy się, że Bargielska opisuje tu ogólne kobiece problemy, składające się na obraz średniozamożnej Polki i jej „psychiczności” czy, ładniej to ujmując, emocjonalnego rozedrgania, na jakie naraża ją zwykłe życie. Mężczyźni nie mają tu imion (chyba że nieżywi – taki jest już niegroźny i można nazywać go po prostu Filipem), zachowują się racjonalnie albo zwierzęco. Można powiedzieć inaczej: typ kobiecy jest rozhisteryzowany, ale też często autoironiczny, zdystansowany oraz dowcipny, natomiast mężczyzna albo jest chłodnym intelektem albo dzikim ssakiem. Ta wnikliwość i nieprzychylność (albo obiektywność, co kto woli) sprawia, że książka jest głównie adresowana do małych dziewczynek, wymienionych na wstępie pierwszego rozdziału. Oczywiście, nie można traktować tego dosłownie.

Małe lisy to proza pełna subtelnych dowcipów, łagodzących wydźwięk katastrof. Momentami czarny humor, czasem wpadanie w groteskę – Bargielska jest doskonale wyważoną pisarką przedstawiającą niezrównoważone emocjonalnie bohaterki. Tomik ma ledwie ponad sto stron, oszczędność słowa jest widoczna i przyjemna w odbiorze. Książka już zbiera zachwyty krytyków (m.in. Michała Nogasia z Trójki), jednak całkowicie zrozumiałe jest, jeśli nie trafi ona do wielu czytelników. To dobra, lecz izolująca społecznie proza.

Justyna Bargielska, Małe Lisy

Wydawnictwo Czarne

cena: 29,90 zł

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także

header_image

ON

26 lutego 2016