literatura
MAGAZYN KULTURALNY
26 lipca 2013

Szyfrujący pisarz Nie

Jego debiutancka powieść rozeszła się w rok w 47 egzemplarzach, a jedno z opowiadań, „Górska hala”, było niemal cytowane z pamięci przez Franza Kafkę.

Robert Walser, "Mikrogramy", Korporacja Ha!art

Zanim zamilkł na ponad dwadzieścia ostatnich lat swojego życia, milimetrowym pismem zapisał 526 kart, które składają się na ponad 4000 stron normalnego zapisu. Wolał, żeby nie poświęcano mu zbyt wiele uwagi po śmierci, ale to on był prekursorem nowoczesności w literaturze.

Robert Walser, bo o nim mowa, urodził się w 1878 roku w Biel, w Szwajcarii. Był siódmym z ośmiorga dzieci, a trudna sytuacja finansowa w rodzinie zmusiła go do podjęcia pracy na niskim stanowisku bankowym. W kolejnych latach Walser z rozmysłem podejmował prace, które nigdy nie dawały możliwości awansu ani nie przynosiły prestiżu: był urzędnikiem w kancelariach prawniczych i fabrykach, bibliotekarzem, lokajem, nawet klucznikiem na zamku w Dąbrowie. Najważniejsza jednak wydaje się praca kopisty, przynosząca mu prawdziwą przyjemność, między innymi z powodu izolowania go od ludzi. Wobec tych wolał zachować dystans i przyjąć postawę voyeura; dla plotkarskiej ciekawości można wspomnieć, że nigdy nie był z kobietą. Pracując w Zurychu, często pisał w „Pokoju do Pisania dla Bezrobotnych” (autentyczna, choć prawdziwie walserowska nazwa). Z powodu objawów depresyjnych w 1929 roku trafił do zakładu psychiatrycznego pod Bernem, a wraz z przeniesieniem do zakładu w Herisau w 1933 roku, porzucił pisanie. Tam też zmarł podczas spaceru na zawał serca.

Biografia Walsera jest ściśle związana z tym, o czym pisał i, co jest szczególnie ważne przy ostatnich tekstach, jak pisał. Interesowały go codzienne rozmowy przeprowadzane na spacerach, samotne przechadzki, drobne komiczne sytuacje. Przez to, że w młodości uczył się w szkole dla służących, pisał także o ludziach zajmujących niskie pozycje społeczne, których skazuje to na przyjemną uległość wobec lepiej sytuowanych – swoje doświadczenie zawarł w powieści Jakub von Gunten, która została spopularyzowana dzięki filmowi Instytut Benjamenta braci Quay. Fakt, że był mistrzem kaligrafii, przesądził o formie jego ostatnich tekstów, które stały się długoletnią zagadką dla badaczy twórczości Walsera. Od czasów pierwszej wojny światowej zaczął stosować „metodę ołówkową”, która polegała na zapisywaniu treści utworu milimetrowym, schludnym niemieckim pismem na tym, co się znalazło pod ręką: biletach, wydawniczych odmowach przyjęcia książki do druku, papierach kancelaryjnych. Długo myślano, że jest to szyfr związany z chorobą autora, jednak po zbadaniu tekstów lupą włókienniczą odycfrowano fragmenty znanych już tekstów lub krótkich form prozatorskich, które nazwano mikrogramami.

W październiku, na krakowskim Festiwalu Conrada, otwarto wystawę, na której zostało zaprezentowanych ledwie trzynaście mikrogramów Walsera. Pierwsza prezentacja tych tekstów w Polsce w edycji książkowej Ha!artu również stanowi tylko ułamkową część, lecz, jak podkreślają autorzy wyboru, reprezentatywną. Żal tylko, że nie zdecydowano się na zamieszczenie choćby jednej fotografii ukazującej mikroskalę tekstu, o której tak wiele napisano w posłowiu. Miniatury prozatorskie zostały oddane do przetłumaczenia kilku osobom, w tym Małgorzacie Łukasiewicz, polskiej walserolożce, co już świadczy o specyficznym stylu pisania, do którego muszą dostosowywać się tłumacze. Walser bawi się słowem („kochałem moją najdroższą, wciąż wyróżniającą się absolutną nieobecnością”), często buduje zdania za pomocą skojarzeń: językowych czy myślowych. Sam szyfruje w jednym z tekstów: „Pisanie spokrewnione jest z podróżowaniem albo wędrowaniem, im mniej poczynić przygotowań, tym bardziej interesująco wypadnie”. Ten sposób tworzenia przywodzi na myśl surrealistyczne eksperymenty z zapisem automatycznym. Walser buduje anegdoty z tego, co akurat ma w głowie i zapisuje to na tym, co akurat ma pod ręką. Nie tworzy fabuły, jego teksty są dygresjami bez centrum, tym bardziej komicznymi, im głębiej osadzonymi w języku – miniatura Nekrolog jest ironicznym, brawurowym opisem nie smutnego żalu za Anatolem Francem („Gdyby było ich dwóch, jeden żyłby może jeszcze”). Są to teksty „po nic”, wpisujące się w to, co Flaubert nazwał livre sur rien. Z miniatur wyłania się postać przerażającego samotnika, podglądacza, któremu niekiedy wymykają się na pół-chący, pół nie, sugestie choroby psychicznej.

Enrique Vila-Matas uznał Roberta Walsera za przedstawiciela „spółki Bartleby’ego”, pisarza Nie, który w pewnym momencie porzucił pisarstwo. Szwajcar wytłumaczył się z tej tajemnicy: nigdy nie wyobrażał sobie pisać, nie będąc na wolności. Jedynie jego gest zminiaturyzowania pisma sprawia, że można go podejrzewać o chęć twórczego zajmowania jak najmniej miejsca, o przekonanie, że nie sposób stworzyć wielkiej narracji, a jedynie pisać o rzeczach drobnych. Skromność pisarza i niejaka służalczość wobec czytelnika (czy też groteskowy szacunek) przy niewielkim wyborze tekstów sprawiają, że wciąż można mówić o zagadce Roberta Walsera.

Robert Walser, Mikrogramy

Korporacja Ha!art 2013

cena: 29 zł

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także