literatura
MAGAZYN KULTURALNY
05 sierpnia 2013

Markowa prostota

Coetzee nie potrzebuje krzyczeć na czytelnika, by go zainteresować. Intrygujący tytuł najnowszej książki noblisty, „Dzieciństwo Jezusa”, jest zagadkowy aż do zamknięcia książki, a zamierzona oszczędność opisów służy pogłębianiu tajemnicy powieści.

John Maxwell Coetzee, Dzieciństwo Jezusa, Wyd. Znak 2013

Czytelnicy tejże książki przekonają się, jak wiele zależy od interpretacyjnej sugestii. Tytuł powoduje, że pierwszym zadaniem staje się szukanie zbieżności między biblijną historią a wydarzeniami opisanymi w książce. Prowadzi to do wytropienia kilku istotnych podobieństw, a ich porównanie ostatecznie można sprowadzić do wniosku, że ogólna biblijna wiedza stała się dla Coetzeego kanwą do napisania własnej powieści. Efektowny blurb książki (Dzieciństwo Jezusa „w świecie bez Boga”) wielu czytelników przyciągnie, a wielu urazi banalnością skojarzenia.

Historia w powieści jest bardzo prosta. Do Ośrodka w Novilli przybywa mężczyzna w średnim wieku wraz z pięcioletnim chłopcem, który nie jest jego synem. Są uciekinierami, ale nie bardzo wiadomo, z jakiego powodu musieli zniknąć. Mężczyzna, Simon, podejmuje pracę sztauera, ale nieustannie pamięta o swojej misji – musi odnaleźć matkę chłopca, Davida, choć nie zna jej imienia ani nie wie jak wygląda. Zwracając się do wielu ludzi o pomoc, sam przypadkowo natrafia na grającą w tenisa kobietę, Ines, w której odnajduje szukaną osobę. Jej powierza opiekę nad Davidem, którego inteligencja z biegiem czasu staje się aż nazbyt widoczna i jest przyczyną kolejnej ucieczki całej trójki.

Najbardziej interesujący wydaje się być nie wątek związany stricte z Davidem, ale samo nowe życie w Novilli. Akcja rozgrywa się raczej we współczesności, choć oszczędność słowa i opisu sprawia, że miejsca wydają się bardzo prowizoryczne, przez co są jedynie scenografią dla dialogów prowadzonych przez postaci. Skromne opisy podkreślają surowość życia w Novilli, które dezorientuje świeżo przybyłego Simona – niekompetencja urzędujących w Ośrodku osób i nieustanne odsyłanie mężczyzny przypomina kafkaesk. Sztauerzy nie używają ironii, bo rzeczy wydają im się określone i niedwuznaczne, a wszelkie żarty Simona są niedostrzegane lub nierozumiane. Znają pożądanie, ale go nie ukonkretyzowują, więc wieczory spędzają w bliżej nieokreślonym Instytucie zapewniającym darmowy wikt. Uczą się tam filozofii (poznają esencję rzeczy na przykładzie „krzesłowatości krzesła”) lub chodzą na kursy językowe – Instytut oferuje dowolną ilość zajęć tak, by każdemu sztauerowi zapełnić całe życie. Niedaleko jest temu obrazkowi od socjalistycznych zapędów organizowania pełnej doby robotnikowi, które u Coetzeego przeradzają się w antyutopię. Nieurozmaicony plan dnia, posiłki (chleb i woda), mieszkanie w bloku z tysiącami innych ludzi, brak realizowania pożądania – wszystko to frustruje Simona, który wciąż chciałby być z kobietą. Jedna z nich, Elena, godzi się ze wszystkimi tego konsekwencjami na bycie jego towarzyszką, jednak mówi mu: „daję głowę, że gdybyś jutro dostał całą namiętność, jakiej pragniesz (…), natychmiast zatęskniłbyś za czymś nowym. To wieczne nienasycenie, wypatrywanie czegoś więcej, to, moim zdaniem, sposób myślenia, którego dawno się wyzbyliśmy. Tak naprawdę niczego nam nie brak. To coś, czego w twoim przekonaniu brakuje, jest złudzeniem”.

Postawa mieszkańców Novilli, którą można określić jako pragmatyczne egzystowanie, uniemożliwia im zrozumienie postępowania Simona – „wybiera” on na matkę Davida kobietę, którą widział po raz pierwszy, kierując się wewnętrznym głosem (któremu zawierzenie jest warunkiem obdarzeniem zaufania innych ludzi). Jeśli opis takiego postępowania brzmi niedorzecznie, to prawdopodobnie wiele mamy wspólnego z ludźmi z Ośrodka, żyjącymi „w świecie bez Boga”, dla których rzeczy nie mają nic pod powierzchnią. Nieustanne pytania Davida o naturę zjawisk zmuszają Simona do poszukiwania nieoczywistych przykładów, co ostatecznie przesądza o filozoficznym charakterze jego odpowiedzi. Zresztą, figura pytający-tłumaczący jest nienarzucającym się sposobem wykładania (weźmy Bobkowskiego, który opowiadał szoferowi Tadziowi o antycznych podstawach kultury europejskiej). Przy groteskowej czynności udrożniania toalety Simon tłumaczy Davidowi: „Jacy jesteśmy, skoro nie jesteśmy jak kupa? Jesteśmy jak idee. Idee nigdy nie umierają. Będziesz się o tym uczył w szkole. – Ale wytwarzamy kupę. – To prawda. Mamy udział w tym, co idealne, ale wytwarzamy również kupę. To dlatego, że mamy podwójną naturę. Nie wiem, jak to prościej wyrazić”. Prostota zdarzenia, prostota opisu, mistrzostwo formy. Przynajmniej jako tłumaczenie dla dziecka.Markowa prostota

Nieprzypadkowo David rozpoczął naukę czytania od Don Kichota. Im bardziej środowisko widzi krnąbrnienie chłopca, tym bardziej Ines widzi jego wyjątkowość i utwierdza w tym przekonaniu także i dziecko. Nie przeszkadza więc, gdy Simon męczy Davida rozpoznawaniem litery „S” w „Sancho” i gdy chłopiec na podstawie opowiedzianych przygód zaczyna zmyślać historie. Nieprzystosowanie chłopca do warunków novillijskich ujawnia się w irytacji nauczycieli, którzy traktują Davida jak autystyczne dziecko i proponują odesłanie go do specjalnego zamkniętego zakładu. To, że dla szkolnych dzieci David stał się ulubieńcem, ujawnia coś zupełnie przeciwnego – sztywne szkolne warunki nie są w stanie przystosować się do wyjątkowości (choć nie jest to nic nowego w dobie indywidualności gimnazjalnych).

W Dzieciństwie Jezusa można znaleźć i inne wątki: bezwarunkową miłość matki połączoną z instynktem macierzyńskim czy dziecięcą przyjaźń. Wydaje się jednak, że najwięcej uwagi przyciągają pełnokrwiste postaci: David i Simon. Coetzeemu, mimo surowych prostych opisów, udało się zbudować niepapierowych bohaterów – z pewnością trochę na zasadzie kontrastu z resztą nieskomplikowanych ujarzmionych mieszkańców Ośrodka. Dwaj bohaterowie nie dość, że są najżywsi, to jeszcze najbardziej zagadkowi – przybywają nie wiadomo skąd i pod koniec powieści uciekają przed systemem oświatowym nie wiadomo dokąd.

John Maxwell Coetzee, Dzieciństwo Jezusa

Tłumaczenie: Mieczysław Godyń

Wydawnictwo Znak 2013

cena: 39,90 zł

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także