Rzut okiem
MAGAZYN KULTURALNY

Rzut okiem

Komedie rodzinne. Po wielkim sukcesie mocnej i brudnej „Obławy” Marcina Krzyształowicza, ukazującej inne podejście do mentalności ludzkiej czasów wojny, przyszła pora na luźną komedię. Reżyser zapragnął zmiany, mówiąc, że nie chce być niewolnikiem sukcesu, który przyniósł mu jeden tytuł . „Pani z przedszkola” to filmowa opowieść o małżeństwie i tajemniczej pani przedszkolance, która wkracza w ich życie. Pełen humoru i błyskotliwych dialogów obraz rodziny – zapalonego konstruktora (w tej roli Adam Woronowicz) i jego romantycznej żony (Agata Kulesza), którzy przez postać przedszkolanki ich syna (dawno niewidziana Karolina Gruszka) odkrywają prawdziwą miłość i fakt, że do tej pory niewiele o sobie wiedzieli. Obok tej znakomitej aktorskiej trójki zobaczymy Maję Bohosiewicz, Mariana Dziędziela, Łukasza Simlata oraz Krystynę Jandę. Co prawda twarze te często widnieją na kinowych ekranach i niektórych mogą już nużyć, to z pewnością są one synonimem dobrego warsztatu i ról na wysokim poziomie. Operatorem filmu jest Michał Englert, nazwisko – marka. Nagrodzony w Sundance za „Nieulotne” Jacka Borcucha, zapewne swoimi obrazami urzeknie widzów i tym razem. Premiera filmu 25 grudnia – szykują się zatem święta z dużą dozą ambitnego żartu. K [link]


„Morfina" Twardocha niedawno trafiła na deski Teatru Śląskiego.
Jak przyznaje Ewelina Marciniak, autorka spektaklu, Szczepan Twardoch zaufał i nie podjął się prób ingerencji w jego formę. Reżyserka na pytanie o jej osobistą rozmowę z autorem „Morfiny" mówi, że wyszła „bardzo ciekawie" a odnośnie do tego, co jej przekazał na temat realizacji przedstawienia - „No, że ma być super, bo robię to pierwsza.". Tak więc skoro super, to super. Szkoda drążyć. Musimy przyznać, że za prawą reżyserki bardziej niż spektaklu oczekujemy premiery najnowszej książki Twardocha pod tytułem „Drach". FT [link]


Sputnik wylądował. Rozpoczęła się 8.
edycja Festiwalu Filmów Rosyjskich „Sputnik nad Polską”, którego motywem przewodnim w tym roku jest rosyjska fantastyka. Filmem otwarcia były „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” Andrieja Konczałowskiego, zdobywca Srebrnego Lwa na tegorocznym Festiwalu w Wenecji . Sam reżyser, twórca m.in. „Syberiady” i „Domu wariatów”, spotka się z widzami dwukrotnie: 29 i 30 listopada. Jego film walczy wraz kilkunastoma innymi dziełami w sekcji konkursowej o statuetkę Grand Prix Sputnika. Wśród nich będzie pokazywany „Trudno być bogiem” Aleksieja Germana, zmarłego w lutym 2013 r., w trakcie trwającej ponad dekadę pracy nad filmem, który został dokończony przez jego brata, również reżysera. Akcja zrealizowanego na podstawie powieści braci Arkadego i Borysa Strugackich dramatu toczy się na planecie pogrążonej w mrokach średniowiecza. Pracują na niej naukowcy – Ziemianie, którzy starają się nieznacznie wpłynąć na rozwój wydarzeń, nie zakłócając przy tym logicznego biegu historii. O nagrodę zawalczą również m.in.: „Próba”, rozgrywający się na azjatyckim stepie obraz bez słów Aleksandra Kotta, nowe dzieło Jurija Bykowa – „Dureń”, długo wyczekiwany „Jeszcze jeden rok” Oksany Byczkowej oraz pokazywana już na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym „Gwiazda” Anny Melikian, twórczyni „Rusałki”. Warto też zwrócić uwagę na „Klasę specjalną”, debiutancki film Iwana I. Twierdowskiego, poruszający tematykę funkcjonowania niepełnosprawnych dzieci w warunkach szkolnych. W trakcie Sputnika zaprezentowana będzie retrospektywa reżyserska i aktorska filmów Fiodora Bondarczuka, m.in. „Przenicowany świat” i „Stalingrad”. Sekcja „The best of Sputnik” zgromadzi najciekawsze pozycje poprzednich edycji festiwalu, takie jak: „Geograf przepił globus” Aleksandra Wieledinskiego, „Iwan, syn Amira” Maksima Panfiłowa, czy „Major” Jurija Bykowa. Pokazanych zostanie także kilka dokumentów, m.in. „Rura” Witalija Manskiego i „21 dni” Tamary Dondurej. Dla najmłodszych widzów będą odbywały się pokazy filmów w ramach „Małego Sputnika”. Warszawska odsłona Sputnika odbywa się w Kinotece oraz Iluzjonie i potrwa od 20 do 30 listopada. Szczegółowe informacje można odnaleźć na stronie www.sputnikfestiwal.pl. KO [link]


Cała Warszawa szuka Morrissey'a.
Jak wiadomo, muzyk przerwał wczorajszy koncert w warszawskiej Stodole po tym jak, cytując organizatora, „jeden z widzów stojących blisko sceny wypowiedział niezwykle obraźliwe i szowinistyczne słowa pod adresem Artysty”. Można powiedzieć i napisać wiele o wyraźnym braku kultury osoby, która wykrzyczała w jego stronę coś w podobie „shut up and sing”, ale jedno jest pewne – publiczności również należy się szacunek. Ludzie przychodzą na koncerty po to, by obcować z muzyką, a nie wysłuchiwać politycznych dysput i być karconymi za jedzenie mięsa. A Morrissey wykazuje do takich przemów niemałe skłonności. Ci, którzy zjawili się wczoraj w Stodole, kupili bilety po to, by w końcu zobaczyć artystę, na którego część z nich czekała zapewne latami, który jest ich muzycznym autorytetem. Jeśli muzyk, szczególnie, jeśli jest to muzyk z takim stażem, jak Morrissey, zostawia swoich fanów pod sceną dlatego, że usłyszał coś, co mu się nie spodobało, to mimo wszystko jest to zachowanie dziecinne i nieodpowiedzialne. Tego typu okrzyki, mniej lub bardziej na miejscu, są stałym elementem każdego koncertu. Nawet skromnemu i wrażliwemu Arturowi Rojkowi zdarza się oberwać podczas występów niefrasobliwym „Artur, naku*wiaj!”, a potrafi zachować kamienną twarz. Morrissey jest jednak znany ze swoich ekscentrycznych zachowań. Nie chce na przykład dawać koncertów w miejscach, w których serwowane są mięsne potrawy, bo jak powtarza „jedzenie mięsa jest jak pedofilia i holokaust”. Zresztą, to przecież nie jedyny muzyk, któremu puściły na scenie nerwy. Wystarczy wspomnieć chociażby Axla Rose'a, czy Eddiego Veddera. Z dwojga złego, wolałabym być jednak świadkiem tego, jak Eddie obrzuca aroganckiego fana wyzwiskami niż zapłacić za koncert ukochanego wykonawcy i zostać przez niego zlekceważoną. Zastanawiałam się, jak w obecnej sytuacji zachowa się organizator koncertu i czy nie podejmie decyzji, która będzie dla fanów krzywdząca. Ten jednak stanął na wysokości zadania i ogłosił, że wszyscy Ci, którym nie udało się wczoraj cieszyć występem, mogą nieodpłatnie uczestniczyć w koncercie krakowskim, który odbędzie się w Łaźni Nowej już 21 listopada. [link]


Co słychać u Foo Fighters? Bardzo, bardzo dużo, dlatego ostatnie poczynania Grohla i spółki aż proszą się o krótkie podsumowanie.
21 listopada stacja BBC wyemituje kolejny, 6 odcinek serialu, który obrazuje okoliczności powstawania najnowszej, ósmej, płyty zespołu – „Sonic Highways”. Każdy z odcinków to odrębna historia opowiadająca o jednym z amerykańskich miast, jego mieszkańcach i wydarzeniach stanowiących inspirację dla powstawania poszczególnych piosenek. Pomysł na serial i jego forma zasługują na gromkie oklaski. Oprócz tego zespół ogłosił trasę koncertową, która zawiedzie go do Europy. Czy Foo Fightersi odwiedzą nas po długiej, trwającej niemal 17 lat przerwie? Jeśli tak, to kiedy? Na pewno nie zobaczymy ich na Open'erze – będą w tym czasie w Stanach. Terminy podane przez muzyków wskazywałyby raczej na Orange Warsaw Festiwal lub Impact. Ten ostatni ogłosił ostatnio headlinera, więc pozostaje OWF lub oddzielny koncert, który wydaje się mniej prawdopodobny. Twórczość Foo Fighters zawsze budziła mieszane uczucia – kierunek obrany przez Grohla to kamień w bucie dla pewnej części jego fanów. Nowa płyta wydana 10 listopada również nie zachwyca, choć znalazły się na niej kawałki o ciekawej kompozycji. W gruncie rzeczy na plus jest wyłącznie zbudowana wokół niej otoczka. Fani serialu przyznają, że pozwala on spojrzeć na album nieco przychylniej. Bądź co bądź, nie sposób nie przyznać, że Dave Grohl jest jednym z tych muzyków, których występ po prostu trzeba zobaczyć i odhaczyć na liście „before I die”. Prawda?
[link]


Trzydniowy Kuchnia+ Food Film Fest startuje już w najbliższy piątek.
Festiwal znany w środowisku kulinarnym od sześciu lat po raz pierwszy pojawi się nie w czterech, a w pięciu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku oraz Krakowie.
Dzięki festiwalowym projekcjom nie tylko udamy się w kulinarną podróż po Japonii, Tajwanie, czy Hiszpanii, ale i odkryjemy tajniki niektórych potraw, style kulinarne, kulturę jedzenia, a nawet szczegóły produkcji żywności.
Popularny przede wszystkim jako festiwal filmowy, Kuchnia+ Food Film Fest ma do zaoferowania o wiele więcej niż jedynie projekcje: na gości czekają poczęstunki dobrane tematycznie do seansów, warsztaty oraz spotkania z osobistościami ze świata kulinariów i filmu: Alessandro Porcelli – współtwórca restauracji „Noma”, czy Pere Soles – hiszpański reżyser, producent oraz scenopisarz to jedynie dwie z postaci które spotkają się z uczestnikami festiwalu.
Szczegóły dotyczące programu oraz informacje odnośnie biletów dostępne na stronie festiwalu: www.kuchniaplus.pl... JB [link]


„David Bowie is”, czyli pokaz londyńskiej wystawy we wrocławskim kinie.
18 listopada w kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu zostanie wyświetlony film, który przybliży nam fenomen muzycznego wizerunku Davida Bowiego. Będzie to filmowa rejestracja ostatniego dnia wystawy z londyńskiego Muzeum Wiktorii i Alberta otwartej w 2013 roku. Dzięki niej przyjrzymy się bardziej i mniej rozpoznawalnym eksponatom stanowiącym ponad trzystuelementowy zbiór pamiątek należących do muzyka. Zobaczymy więc nagrania z koncertów i planów teledysków, projekty okładek płyt i scenografii koncertowej, zdjęcia, a także rysunki Bowiego. Co ciekawsze, ekspozycja obejmowała również elementy jego scenicznej garderoby. Kosmiczny kostium Ziggiego Stardusta, czy chociażby genialny płaszcz z okładki „Earthling” zaprojektowany przez Alexandra McQueena nadal przyciągają spojrzenia. Wystawę przygotowali Victoria Broackes i Geoffrey Marsh i to oni oprowadzają po niej widzów, opowiadając o pochodzeniu zgromadzonych eksponatów. Autorem dokumentu jest z kolei Hamish Hamilton. [link]


Reedycja legendarnej płyty Kapeli ze Wsi Warszawa „Hopsasa” już na sklepowych półkach.
Wydany w 1998 r. krążek, który zapoczątkował karierę zespołu, trafił do komercyjnej sprzedaży 8 listopada w zupełnie nowej odsłonie. Reedycja składa się z płyty CD zawierającej brawurowe interpretacje polskiej muzyki korzennej, wyprodukowanej przez Włodzimierza Kleszcza, oraz płyty DVD z niepublikowanymi wcześniej materiałami audio i video, w tym programem „Hulaj Dusza” zrealizowanym przez TVP Polonia, a poświęconym fenomenowi KzWW. Wydawnictwo wieńczy 60-stronicowa książeczka zaprojektowana przez Pawła Sky’a, w której fani zespołu znajdą jego historię, wspomnienia pierwszego składu Kapeli, a także liczne zdjęcia dokumentujące wieloletnią działalność składu. Pozycja obowiązkowa dla fanów muzyki folkowej!
[link]


Ostatni dzwonek dla wszystkich, którzy czują się trochę wykluczeni, trochę poza nawiasem, trochę wkurzeni na otaczającą rzeczywistość.
Wystawa Mai Kitajewskiej OUTCAST w krakowskiej galerii Szara Kamienica trwa do 14 listopada a lepiej jej nie przegapić! Młoda artystka - absolwentka warszawskiej ASP - zaprasza nas do świata ukrytego kilka stopni pod powierzchnią ziemi. Skręcamy z rynku w bramę, idziemy przez podwórze, schodzimy na dół. 2 sale piwnicy – ciemna i jasna. Atmosfera ukrytego kultu. Wyszywane złotymi cekinami obrazy błyszczą w bordowej przestrzeni. Herby, symbole, czaszki. Łapacz snów, zwodnicze lustra w białej sali… Gdzie jesteśmy? Świat wypełniony próżnością, rozczarowaniem i naiwną nadzieją, czyli zupełni jak na górze. Kitajewska daje nam na pocieszenie współczesną zbroję – wyszywaną cekinami dżinsową kurtkę. Czy poczujemy się w niej pewniej? Magazyn Kulturalny radzi sprawdzić. SO [link]


Kolada przejął Studio (na niewiele ponad tydzień).
Od 7-go do 17-go listopada w warszawskim Teatrze Studio trwa Festiwal Kolady. Rozpocznie go premiera spektaklu opartego na „Rewizorze” Gogola, którą rosyjski reżyser Nikołaj Kolada zrealizował z zespołem polskiego teatru. W wywiadzie udzielonym Telewizji Polskiej stwierdził, że teatr jest miejscem, w którym wracamy do dzieciństwa. Budzi dziecko w widzu i oczekuje tego od aktorów. „Wtedy jest się wolnym, nie ma się żadnych problemów, trosk, nie myśli się o tym, co będzie.” Kolada przyjeżdża na festiwal z czterema przedstawieniami swojego jekaterynburskiego teatru, a będą to: „Borys Godunow”, „Hamlet”, „Tramwaj zwany pożądaniem”, „Wiśniowy sad”. Gościnnie wystąpi również Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, wystawiając „Maskaradę” Michaiła Lermontowa oraz Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi ze spektaklem „Marzenie Nataszy” Jarosławy Pulinowicz w reżyserii Kolady. W ramach festiwalu odbędzie się także pokaz pięciu filmów: dwóch dokumentów na temat historii Teatru Kolady i trzech filmów fabularnych z udziałem jego aktorów. Poza tym warsztaty z rosyjskim reżyserem, czytania sztuk, debaty, spotkania z Nikołajem Koladą i Aleksiejem Fiedorczenką. Na zakończenie festiwalu jeden z pierwszoplanowych aktorów, Oleg Jagodin, wystąpi ze swoim muzycznym zespołem Kurara. Więcej informacji: teatrstudio.pl... KP [link]


Co słychać w Miedziance? Zmiany, zmiany, zmiany.
Niemożliwe? W dawnym Kupferbergu „był browar, był Georg Franzky, było piwo. Nic więcej – wszystko w czasie przeszłym." Nowy rozdział w historii miejscowości, opisanej przez Filipa Springera pisze młody browarnik wraz z żoną oraz lokalne stowarzyszenie Faktor. W znikającym miasteczku ma powstać nowy browar, a także atrakcje turystyczne, takie jak ścieżki edukacyjne czy muzeum. To dosyć zaskakująca pointa, zważywszy na historię miejsca stopniowo zmierzającego ku całkowitej zagładzie i zrównaniu z ziemią. Trudno się spodziewać, że budowa browaru przywróci współczesności Miedziankę z czasów jej świetności, taki obrót sprawy stanowi jednak niewątpliwie pozytywny akcent i cieszy zapewne nie tylko autora książki o tym miejscu. Więcej o reportażu „Miedzianka": mgzn.pl... ZB [link]


Architektura już jutro będzie miała swoją kolejną odsłonę.
Wydawnictwo Karakter, a dokładnie Karolina Kopczyńska, przygotowała żywe tłumaczenie książki Witolda Rybczyńskiego „Jak działa architektura. Przybornik humanisty” z 2013 roku. Kanadyjsko-amerykański twórca polskiego pochodzenia (na swojej oficjalnej stronie autor dodał: 'Oh, and by the way…it’s pronounced Vee-told Rib-chin-ski. ') w książce porusza tematy jemu najbliższe – związane z amerykańską architekturą. Choć gros przykładów stanowią budynki ze Stanów Zjednoczonych oraz projekty pochodzących stamtąd architektów, oskarżenia i postulaty wyprowadzane przez Rybczyńskiego można odnieść do architektury w każdym czasie i miejscu. Oczywiście, nie można traktować jego twierdzeń jako definitywnego rozwiązania problemów architektury, ale przybornik przydaje się zawsze. Magazyn objął książkę patronatem medialnym, także jeszcze o niej na naszych łamach usłyszycie! KN [link]


Starszy pan pisze list otwarty do Pani Minister Małgorzaty Omilanowskiej.
Cóż, ma do tego prawo. Nie o taką Polskę przecież walczył. Nie jest to byle kto, choć z drugiej strony, kto dziś pamięta o Witoldzie Sadowym, który debiutował w Teatrze Powszechnym dokładnie w dzień zakończenia II Wojny Światowej, a karierę skończył rok przed wyborami czerwcowymi? 94-latek zadaje sobie sporo trudu, by wyrazić swój żal, iż nie jest w stanie wysiedzieć w dzisiejszym teatrze. W swoim liście odwołuje się do pamięci o czasach świetności powojennego teatru. W tym porównaniu dostało się Michałowi Zadarze za „Wesele" Wyspiańskiego i Radosławowi Rychcikowi za emitowane ostatnio w TVP Kultura „Dziady". Sadowy uznaje tego typu przedstawienia za autorytatywny bełkot i mądrzenie się ludzi, którzy nic nie przeżyli. Wskazuje jednocześnie, że „Dziady" Schillera, Dejmka i Swinarskiego nie były takim cyrkiem. Oprócz goryczy jest w tym prawda. Pytanie tylko, czy jest co i jak porównywać. Teatr „dziś" i teatr „wczoraj" dzieli pokoleniowa przepaść. Uważam natomiast, że wynika ona nie z braku doświadczenia (a tak twierdzi autor listu), lecz po prostu z innego, obcego starszym pokoleniom. Internet, globalizacja, makdonaldyzacja... Ot, takie tam hasła. My młodzi chcemy się odnaleźć w tej rzeczywistości, podobnie jak pokolenie Sadowego pragnęło się odnaleźć w rzeczywistości powojennej. Między innymi po to jest przecież teatr. A skandalista zawsze chętnie porwie się na świętość, urządzając jakąś dekonstrukcję, rozbierając przeszłość do naga na wyabstrahowane i wynaturzone kawałki, by przyjrzeć się temu, co implikuje świat teraźniejszy. Dla jednych będzie to wykorzenianie się i karykatura rzeczywistości, dla innych powrót do źródeł i sposób na szukanie nowych interpretacji. Jedni będą nad tym płakać i zgrzytać zębami, inni się wzruszą i zachwycą. To duże ryzyko niezrozumienia. Problem pozostaje zazwyczaj z wnioskami. Do tej pory nie wyciągnięto daleko idących wniosków ani z II Wojny Światowej, ani z PRL-u czy przemiany ustrojowej. I chyba żadne „Dziady" ani „Wesela" nam w tym nigdy nie pomogą - zarówno te cyrkowe, jak i poważniejsze. W zapowiedziach spektakli nadużywany jest zwrot „skłania do refleksji". Często łapię się na tym marketingowym chwycie, bo wiem, że w ten sposób przynajmniej uniknę komedyjek i bezmózgiego kabaretu. Jednak, gdy doświadczony wiekiem i historią człowiek wypowiada się na forum, iż nawet te ambitniejsze spektakle są dla niego bzdurą czy może raczej marnością dzisiejszego teatru, to głupstwem by było go nie wysłuchać i nie okazać mu szacunku, próbując go zrozumieć. Tak się teraz jeszcze zastanawiam, ale chyba nie byłem jeszcze na takim przedstawieniu, które w swojej zapowiedzi miałoby zwrot „spektakl skłania do wyciągnięcia wniosków" albo nawet „poniesienia konsekwencji". Towarzyszy nam nie tyle bezrefleksyjność, co brak rzetelnego wnioskowania. KP [link]


Jan Kidawa-Błoński kręci film o gwieździe futbolu.
Reżyser „Skazanego na bluesa” pracuje w Zabrzu nad nowym projektem inspirowanym biografią Jana Banasia, urodzonego w Berlinie polskiego piłkarza kadry narodowej. Banaś był legendą futbolu lat 60. i 70., występował w barwach Górnika Zabrze w najlepszym jego sezonie, przyczyniając się do awansu zespołu. Obraz, którego tytuł to „Gwiazdy”, nie będzie filmem stricte biograficznym. Będzie to opowieść o pasji, rywalizacji, miłości i przyjaźni. Oprócz elementów czysto piłkarskich, fabuła filmu skupi się przede wszystkim na relacji piłkarza z ukochaną i stającym im na przeszkodzie przyjacielem. „Gwiazdy” opowiadają o niespełnionej miłości trójki ludzi, w których drzemią wielkie ambicje i pragnienia. W roli głównej, jako Jan Banaś, wystąpi Mateusz Kościukiewicz, który do roli przygotowywał się kilka miesięcy, jednocześnie nosząc w sobie od dziecka zamiłowanie do piłki nożnej. Matkę Janka zagra Magdalena Cielecka, a w przyjaciela i jednocześnie rywala wcieli się Sebastian Fabijański, który na tegorocznym festiwalu w Gdyni został uhonorowany nagrodą za debiut aktorski w filmie „Jeziorak”. Zdjęcia zaplanowane na 40 dni, prawdopodobnie zostaną ukończone w maju przyszłego roku. K [link]

Niedawno, bo zaledwie kilkanaście dni temu, zakończył się jeden z najważniejszych literackich festiwali w Polsce - krakowski Conrad Festival. Krakowskie Biuro Festiwalowe opublikowało pierwszą odsłonę video-podsumowania 6. edycji.
Dzięki temu krótkiemu materiałowi, odżywają wspomnienia - a jest co wspominać, bo niemało było wspaniałych gości, wśród uczestników tegorocznej imprezy, której przyświecało motto: „Wspólne światy". To właśnie niektórych z nich, możemy usłyszeć i zobaczyć w wyżej wymienionym filmie. „Festiwal zajmuje się tworzeniem na mapie miejsc, gdzie pisarze z różnych kultur mogą spotkać się i stworzyć dialog" - mówi dyrektor artystyczny festiwalu, Michał Paweł Markowski. Poza nim pojawia się tu również Olga Tokarczuk, Jacek Hugo-Bader, Raja Shehadeh, czy John Banville. Nie można jednak zapominać o tych, którzy swoich ulubionych pisarzy przyszli zobaczyć - wy też tam jesteście!
Korespondentom Magazynu udało się porozmawiać z wieloma literackimi tuzami - z Polski i zagranicy. Wyczekujcie! Już niedługo nasze rozmowy z Paulem Austerem, Etgarem Keretem, Rają Shehadehem i wieloma innymi! GL [link]


Pokaźna dawka ekstremalnych przeżyć na tegorocznym festiwalu 5 Smaków.
W kolejnej, ósmej edycji festiwalu będziemy mieli zobaczyć więcej azjatyckich filmów grozy, które stanowią coroczny, mocno wyczekiwany punkt programu, niż na wszystkich poprzednich edycjach. W minionych edycjach można było zobaczyć trzy mrożące krew w żyłach filmy, emitowane w ramach nocnego maratonu. W tym roku, poza maratonem złożonym z produkcji trzech topowych japońskich reżyserów można zobaczyć jeszcze cztery inne tytuły. Co ważne, chociaż wspólnym mianownikiem wszystkich filmów jest, że trzymają widza na krawędzi fotela, sięgają one po zupełnie różne stylistyki i tradycje tego gatunku. Zobaczymy zarówno nawiązujące do klasycznej stylistyki horrorów o duchach „W ciemnościach” Yeo Joon-Han’a, nowy, kolejny po słynnym „Imprint” kostiumowy horror mistrza grozy Takashiego Miike „Po twoim trupie”, jak i produkcje bliższe formie trillera „Kanako w krainie czarów” autorstwa Tetsuyi Nakashimy oraz „Zabawmy się w piekle” Siona Sono. Warto przejść się chociaż na jeden tytuł, żeby przekonać się że kino gatunkowe nie musi być synonimem kina drugiej kategorii, a horrory nie kończą się na filmach emitowanych późną porą na TV4. www.piecsmakow.pl... AN [link]


Uroczystości towarzyszące otwarciu stałej wystawy Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” dobiegły końca.
Składały się na nie, między innymi, starannie dobrane wydarzenia muzyczne, które przyciągnęły pod muzeum prawdziwe tłumy. Wszyscy obecni zgodnie przyznają - to koncert Davida Krakauera zrobił na nich największe wrażenie. Amerykański muzyk sprawił, że na chwilę zapomnieli o przejmującym chłodzie i z uwagą przysłuchiwali się przejmującym, zachwycającym dźwiękom inspirowanym dawną muzyką żydowską. Nie mniejsze emocje wzbudził występ Tomasza Stanki, który wykonał suitę „Polin” napisaną specjalnie na tę okazję i cieszącą uszy najbardziej wytrawnych słuchaczy. Na co jeszcze czekaliśmy w ubiegłym tygodniu? Na „żydowskie techno”, rzecz jasna, czyli Balagan Meschugge Party Warsaw – imprezę taneczną opartą na muzyce jidysz, Izraela i Mizrachi Pop. Tak powinno mówić się dziś o historii i w taki sposób podawać ją ludziom, także tym młodszym, pozornie niezainteresowanym. Było nietuzinkowo, inspirująco i najzwyczajniej przyjemnie. Dlatego wymienione próby zbliżenia muzycznych kultur oceniamy na 5+. [link]


Ile wiecie o Jimim Hendriksie? Na pewno mniej niż Wam się wydaje.
Należy przecież do zacnego grona muzyków, na temat których słyszy się więcej legend niż faktów. Chyba każdy kojarzy „Purple Haze”, większość widziała nawet nagrania z koncertów Jimiego, ale nie wszyscy wiedzą, o czym myślał, kiedy występował na Woodstocku. Więcej światła na tę szczególną postać rzuci być może nowy tytuł wydawnictwa Burda Książki – „Jimi Hendrix. Sam o sobie”. Autobiografia od kilku dni jest dostępna na sklepowych półkach. Składają się na nią listy muzyka, a także jego wiersze, piosenki i osobiste zapiski. Teksty zostały opracowane w formie narracyjnej i ułożone chronologicznie. Całość przybiera więc formę pamiętnika o lirycznym acz zabawnym wyrazie. Jak wiadomo, ciężko o dobrą autobiografię wydaną w kilkadziesiąt lat od śmierci właściwego autora tekstu. Taką, której nośnikiem byłoby coś więcej niż znana twarz na okładce. Mowa tu o wiarygodności. Przy tej książce warto się jednak zatrzymać. Choćby ze względu na teksty piosenek i zapis scenicznych zagajeń Hendriksa. W końcu, jak powtarzał, życie i muzyka stanowią nierozłączną całość. [link]

Zmarł legendarny muzyk, Jack Bruce. Smutna i niespodziewana wiadomość spadła na fanów rocka: w wieku 71. lat odszedł Jack Bruce – jeden z założycieli, basista i głos pierwszej prawdziwej supergrupy rockowej, Cream; wizjoner, a także wyjątkowo wyrazista postać muzyki mniej i bardziej popularnej. Bruce od lat nie należał już do światowej czołówki najbardziej rozpoznawalnych muzyków, jednak jego zasługi dla muzyki popularnej są nieocenione – był jednym z tych, którzy szli na absolutnym czele rewolucji w muzyce rockowej i rozrywkowej. Wraz z Gingerem Bakerem i Eric’iem Claptonem oraz tekściarzem Petem Brownem stworzyli nową jakość w muzyce i wskazali zupełnie nowy, dojrzały kierunek rozwoju dla muzyki popularnej. Po rozpadzie Cream Jack Bruce już nigdy nie wrócił na szczyt – grywał w mniejszych, bardziej niszowych zespołach oraz jako muzyk studyjny. Oprócz problemów finansowych borykał się również z poważnymi problemami zdrowotnymi – przez lata był uzależniony od narkotyków, a w 2003 roku w związku z rakiem wątroby poddał się jej transplantacji. Jego organizm odrzucił przeczep, a on wówczas był bliski śmierci, jednak udało się go uratować i wydawało się, że przed nim jeszcze wiele lat życia.
W tym roku wydał, jak się okazało swoją ostatnią płytę pt. „Silver Rails” SK [link]


Dzieje się w obozie Pablopavo.
Niedawno ukazała się pierwsza solowa płyta Pawła Sołtysa zatytułowana „Tylko”. Krążek, wyprodukowany z pomocą Aleksandra „Mothashippa” Molaka, w przeważającej części będzie składać się z utworów akustycznych stworzonych w latach 2011-2014. Artysta zdecydował się zastąpić na nim dźwięk klasycznego zestawu perkusji i basu odgłosami klaskania, tupania i uderzania w przedmioty, co z pewnością nada wydawnictwu nietuzinkowy charakter. Album ukaże się zarówno na płycie CD, jak i w postaci limitowanej edycji 250 podpisanych i numerowanych winyli. Dla wszystkich zaniepokojonych brakiem Ludzików – równocześnie z wydaniem „Tylko” swoją premierę miała będzie winylowa edycja ostatniej płyty Pablopavo i wspomnianego zespołu – „POLOR”. Na wydawnictwie, również sygnowanym podpisem i numerowanym, znajdą się wszystkie piosenki znane fanom z LP oraz nowy utwór z udziałem Ani Iwanek. Fanów muzyka odsyłamy na stronę wydawcy, gdzie można już zamawiać oba krążki: karrot.pl...
[link]

Strona 7 z 55
| 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |